24.01.2014

Odzyskano dane zamrożone od 100 lat

Kiedy 100 lat temu fotograf załogi Ernesta Shackletona chował do skrzynki negatywy zdjęć, nie przypuszczał, że będzie musiał je zostawić na zawsze na Antarktydzie. Zamknięte w małym, drewnianym pudełku zamarzły one i ujrzały światło dzienne dopiero niedawno, po wielu godzinach mozolnej pracy konserwacyjnej.

 

 

Czytając rozmaite przykłady utraty danych można wpaść w zdumienie nad rozmaitością sposobów w jakie dane mogą zostać zniszczone - i nad tym, że mimo to dane można odzyskać - niezależnie od tego, czy nośnik leżał miesiące pod wodą, upadł z wysokości górnej granicy atmosfery, ucierpiał w pożarze, został zmiażdżony tysiącami ton ciężaru, czy został uszkodzony przez płyny żołądkowe. Przypadek negatywów z wyprawy Shackletona pokazuje, że także ekstremalny mróz, przez 100 lat działający na nośnik, nie musi oznaczać, że danych nie da się odzyskać.

Wyprawa

Przy początku XX-go wieku, Antarktyda była celem jednego z ostatnich wielkich wyścigów odkrywców i podróżników. Dwoma największymi herosami tej ery byli Sir Ernest Shackleton i kapitan Robert Falcon Scott. Bazy jakie zbudowali podczas eksploracji regionu Morza Rossa przetrwały do dziś i aktualnie są pod opieką Antarctic Heritage Trust.

Ernest ShackletonW latach 1914-1917, kiedy na świecie szalała I Wojna Światowa, Shackleton ze swoją załogą wyprawił się akurat na Antarktydę, mając na celu pokonanie pieszo całej szerokości Antarktydy od Morza Weddella do Morza Rossa, mijając po drodze biegun południowy. Wyprawił się on dwoma statkami: "Endurance" i "Aurora" - główna część wyprawy miała zaatakować biegun od strony Morza Wendella, natomiast podrzędna, w tym kapitan Aeneas Mackintosh, miała za zadanie wyprawić się na drugi koniec kontynentu i iść niejako "od końca", robiąc magazyny z żywnością i paliwem, które miały pomóc głównej wyprawie przejść 2900 km przez niegościnne lodowe pustkowia. Niestety, z powodu wielkich zwałów kry lodowej śmiałkowie z głównej wyprawy nigdy nie dotarli do celu i musieli walczyć o przetrwanie. Ich statek "Endurance" wpierw utknął pośród lodów (luty 1915), które skuły wodę, a następnie, w październiku 1915 roku zatonął, zmiażdżony przez coraz grubszą pokrywę lodową. Załoga z trudem pokonała 346 mil i dostała się na Wyspę Słoniową. Zostawiwszy tam większość załogi, Ernest Shackleton, wraz z 5 towarzyszami wyruszyli po pomoc. Po wielu trudach udało im się dotrzeć do stacji wielorybniczej w Stromness, między innymi będąc zmuszony zostawić 3 ludzi przed przejściem ostatniego, górzystego etapu po Południowej Georgii.

Brytyjski podróżnik Duncan Carse, który 40 lat później powtórzył przejście prawie tą samą trasą co ostatni odcinek trasy Shackletona, napisał: "Nie wiem jak oni tego dokonali, poza tym, że musieli to zrobić - troje ludzi z heroicznej ery eksploracji Antarktydy z 50-ma stopami liny między sobą i ciesielskimi toporami". Dzięki temu wysiłkowi udało się uratować wszystkich 22 członków głównej wyprawy.

W międzyczasie druga część wyprawy, pod dowództwem kapitana Aeneasa Mackintosha, również przeżyła horror - co prawda udało im się zrobić te magazyny z żywnością dla głównej wyprawy, ale ich statek, Aurora, zerwał się z kotwicy i odpłynął w morze, a oni sami musieli przetrwać w chatce zbudowanej przez wcześniejszą wyprawę Scotta. Po wielu miesiącach statek dryfowania, statek wrócił do Nowej Zelandii, było to zapewne niedługo po tym, gdy sam Shackleton został uratowany - zrozumiawszy co się stało, popłynął Aurorą aby uratować też członków tej drugiej wyprawy - niestety, w międzyczasie trzech jej członków, w tym kapitan Mackintosh, zmarło.

Zdjęcia

To właśnie ktoś z tej drugiej części wyprawy zrobił zdjęcia, a następnie pozostawił na wyspie. Być może w zamieszaniu wywołanym radością z uratowania, a być może dlatego, że fotograf był jednym ze zmarłych i nie powiedział swoim towarzyszom o zdjęciach?

Po tak długim czasie nitrocelulozowe negatywy były zlepione razem w jeden blok lodu.

Nitrocelulozowe negatywy pozostawione przez wyprawę Shackletona w chatce Scotta

Z uwagi na zlepienie się negatywów w bryłę i związane z tym zniszczenia, niezbędna była specjalna praca konserwacyjna. Antarctic Heritage Trust zatrudnił do tego konserwatora Marka Strange'a, który podjął się wyczerpującego zadania oddzielania, oczyszczania (także z pleśni) i scalania warstw nitrocelulozowych obrazów. 

Rozdzielanie negatywów

W trakcie pracy odkryto 22 arkusze, które poddano konserwacji, a następnie wysłano do nowozelandzkiego laboratorium Micrographic Services w celu zeskanowania ich za pomocą profesjonalnego skanera przed-drukowego Lanovia. Wykonane skany negatywów przekonwertowano następnie na cyfrowe pozytywy i dzięki temu dane zostały odzyskane. Po 100 latach możemy obejrzeć unikalne Antarktydy tak, jakbyśmy byli częścią wyprawy.

Skoro nawet tak unikalne, ekstremalne warunki, w jakich doszło do zniszczenia negatywów, nie przeszkodziły specjalistom w odzyskaniu wartościowych danych, danych na których im zależało, to tym bardziej należy się zastanowić nad tym w jaki sposób skutecznie można zniszczyć dane, które powinny pozostać tajemnicą. Jedną z gwarantujących to metod jest chemiczne rozpuszczenie ich przy pomocy technologii LiquiDATA. Dzięki niej twoje dane mogą pozostać bezpieczne.

Źródła:

  1. www.joemonster.org
  2. www.nzaht.org
  3. wikipedia.org

Certyfikowany Instytut Niszczenia Danych Sp. z o.o.
ul. Stanów Zjednoczonych 4, 54-403 Wrocław
Al. 1 Maja 87, 90-755 Łódź

bok@niszczenie.pl
+48 717 237 000